Literacka Nagroda Nobla

Literacka Nagroda Nobla została w tym roku przyznana Louise Glück.

Komitet Noblowski chwali jej „bezbłędny poetycki głos, który z surowym pięknem czyni ludzką egzystencję uniwersalną”.

Według rzecznika Komitetu Nobla, Amerykanka była mile zaskoczona, gdy zadzwoniono do niej dziś rano, aby ją poinformować o nagrodzie.

Komisja nazywa 77-letnią Glück jedną z najwybitniejszych poetów współczesnej literatury amerykańskiej. Amerykanka zadebiutowała w 1968 roku „Firstborn”. Zdaniem komitetu jej poezję charakteryzuje dążenie do przejrzystości.

Powracające tematy to życie rodzinne i relacje między rodzicami a rodzeństwem.Zbiór poezji „Averno” (2006) został określony przez Komitet Noblowski jako mistrzowski. Wiersze powracają do greckiego mitu o bogini Persefonie i jej mężu Hadesie, bogu podziemia. „Wizualna interpretacja” – podsumowała komisja.

Glück zdobyła już kilka nagród w Stanach Zjednoczonych, w tym nagrodę Pulitzera za tom „The Wild Iris” i National Book Award za „Faithful and Virtuous Night”.

Zdjęcie: AFP

Marzenna Donajski / Donajska

Pasja i Geniusz – Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla

Sylwetki i dokonania niektórych naukowczyń przedstawionych w książce „Pasja i Geniusz. Kobiety, które zasłużyły na Nagrodę Nobla” (41,49 zł) zostały zaprezentowane również na tym blogu.

EMPIK: „(…) Autor niniejszej książki opowiada w dziesięciu rozdziałach o dziesięciu kobietach, które albo zdobyły samodzielne i znaczące miejsce w dziejach nauk ścisłych (np. Maria Skłodowska-Curie i jej córka Irene Joliot-Curie), albo odegrały ważną rolę w życiu i działalności swoich partnerów – wybitnych uczonych (np. Mileva, żona Alberta Einsteina).

Jedne są bardziej znane, inne mniej. Obok Marii Skłodowskiej-Curie, Irene Joliot-Curie i Milevy Einstein są to: Clara Immerwahr-Haber, Harriet Brooks, Lise Meitner, Marietta Blau, Ida Tacke-Noddack, Maria Goeppert-Mayer oraz Chien-Shiung Wu.”

Ksiażkę można kupić tutaj

9 dowodów na to, że Kolumb był mordercą, tyranem i łajdakiem

Dziś wiadomo oczywiście, że był morderczym tyranem, który zapoczątkował dwie największe zbrodnie w historii zachodniej półkuli: atlantycki handel niewolnikami i ludobójstwo Indian amerykańskich. Ale nie o to tylko chodzi.

Oto zaledwie garść konkretnych przypadków, przedstawionych w najnowszej biografii Laurence’a Bergreena „Kolumb: Cztery wyprawy” (Columbus: The Four Voyages) – o niewyobrażalnym okrucieństwie zadanym przez Kolumba i jego załogę podczas pobytu na Karaibach.

Pomnik Kolumba w Bostonie ze ściętą głową
Zdjęcie: AFP

1/. Kolumb porwał kobietę na Karaibach i oddał ją członkowi załogi do gwałcenia

Bergreen cytuje Michele de Cuneo, uczestnika drugiej wyprawy Kolumba do Ameryki (str. 143):

„Gdy byłem na łodzi, schwytałem bardzo piękną kobietę, którą podarował mi admirał [Kolumb]. Zabrałem ją do kajuty. Była naga – jak to było w ich zwyczaju. Przepełniony byłem pragnieniem czerpania z niej przyjemności i usiłowałem zaspokoić swe pragnienie. Ona jednak nie chciała. I tak potraktowała mnie paznokciami, że żałowałam, iż w ogóle zacząłem. Wziąłem kawałek liny i mocno ją uderzyłem, a ona wydała z siebie tak niewiarygodne krzyki, że nie uwierzyłbyś własnym uszom. Na koniec jednak doszliśmy do tego, zapewniam cię, że pomyślałbyś, że wychowała się w szkole dla dziwek.”

2/. Na Hispanioli członek załogi Kolumba publicznie odciął Indianinowi uszy, aby zszokować innych i skłonić do poddania

„Po tym, jak zostali zaatakowani przez ponad 2000 Indian, podwładny Kolumba, Alonso de Ojeda, przyprowadził Kolumbowi trzech załapanych przywódców indiańskich. Obcięto im publicznie głowy. Ojeda nakazał też swoim ludziom pojmać kolejnego Indianina i w samym środku jego wioski „odciąć mu uszy”. W odwecie za to, że Indianie nie okazali się pomocni Hiszpanom, gdy ci chciali przeprawić się przez strumień”. (Bergreen, str. 170-171)

3/. Kolumb porwał i uczynił niewolnikami ponad tysiąc ludzi na Hispanioli

„Według Cuneo, Kolumb nakazał zatrzymanie 1500 mężczyzn i kobiet. 400 z nich zostało zwolnionych a 500 wysłano do Hiszpanii. Kolejnych 600 osób trafiło do niewoli hiszpańskich mężczyzn, pozostających na wyspie. Około 200 spośród 500 osób wysłanych do Hiszpanii zmarło podczas podróży i zostało wyrzuconych przez Hiszpanów do Oceanu Atlantyckiego.” (Bergreen, str. 196–197)

Hispaniola – obecnie podzielona pomiędzy Republikę Dominikany i Haiti
Zdjęcie: NASA/JPL/SRTM

4/. Kolumb zmuszał Indian pod karą śmierci do zbierania dla niego złota

„Kolumb nakazał każdemu Indianinowi w wieku powyżej 14 lat dostarczanie Hiszpanom dużej ilość złota pod groźbą śmierci. W regionach o mniejszej ilości złota, mogli dostarczać bawełnę. Uczestnicy tego systemu mieli obowiązek „nosić na szyji wybity miedziany żeton, co stało się dla nich symbolem skrajnego upokorzenia”. (Bergreen, 203)

5/. Około 50 000 Indian popełniło masowe samobójstwo nie godząc się przestrzegać hiszpańskiego prawa

„Indianie zniszczyli zapasy chleba jakie mieli, aby ani oni sami, ani najeźdźcy nie mogli z nich skorzystać. Nastęnie popełnili śmierć skacząc z klifów, trując się korzeniami lub z głodu. Uciśnieni przez niemożliwy do wypełnienia obowiązek oddawania hołdu złota, nie byli już w stanie utrzymać swoich pól ani opiekować się chorymi, dziećmi i osobami starszymi. Popełnili masowe samobójstwo, unikając schwytania i zabicia przez chrześcijan. A także, aby uniknąć dzielenia się z nimi ziemią, polami, lasami, gajami, plażami i kobietami – przyszłością swojego ludu.” (Bergreen, str. 204)

6/. 56 lat po pierwszej wyprawie Kolumba do Hispanioli, z 300 000 mieszkających tam Indian pozostało przy życiu tylko 500 osób

„Liczby ludności sprzed 500 lat z konieczności są nieprecyzyjne. Bergreen szacuje jednak, że w 1492 r. było to około 300 000 rdzennych mieszkańców Hispanioli. W latach 1494–1496 śmierć poniosło 100 000 osób – z czego połowa w wyniku masowego samobójstwa. Do 1508 r. liczba ludności spadła do 60 000. W 1548 r. oszacowano ją na zaledwie 500 osób.

Zrozumiałe jest, że niektórzy tubylcy uciekli w góry. Uniknali w ten sposób wojsk hiszpańskich, ale tropieni byli przez psy ludzi Kolumba.” (Bergreen, str. 205)

7/. Rządy Kolumba były również okrutne dla samych Hiszpanów

„Kolumb popełniał zbrodnie nie tylko przeciwko Indianom Karaibskim i Indianom Taino. Jego rząd nad hiszpańskimi osadnikami był również okrutny. Skazał co najmniej tuzin Hiszpanów, aby „zostali publicznie wychłostani, z powiązanymi szyjami i stopami”, ponieważ mieli wymieniać złoto na jedzenie w celu uniknięcia głodu. Nakazał też obciąć pewnej kobiecie język, ponieważ „źle mówiła o admirale i jego braciach”.

Inna kobieta została „rozebrana do naga i osadzona na ośle … aby ją wychłostać” z powodu fałszywego twierdzenia, że jest w ciąży. „Nakazał powiesić Hiszpanów za kradzież chleba” (Bergreen, str. 315-316).

Bergreen kontynuuje: „Innego złoczyńcę skazał na obcięcie uszu i nosa, bicie, skucie łańcuchem i wygnanie z wyspy. Chłopcu okrętowemu kazał przybić rękę w miejscu w którym wyciągnął z rzeki pułapkę ze złapaną rybą. Chłosty za drobne przestęstwa stosowane były z alarmującą częstotliwością. Złodzieja owiec skazał na 100 batów – karę potencjalnie śmiertelną – a drugiego za kłamstwo na temat tego incydentu. Inny nieszczęśnik, Juan Moreno, otrzymał sto batów za to, że nie zebrał wystarczającej ilości jedzenia do spiżarni Kolumba.”

8/. Osadnicy za czasów Kolumba sprzedawali 9- i 10-letnie dziewczynki jako niewolnice seksualne

„Przyznał to sam w liście do Doñii Juany de la Torre, przyjaciółki hiszpańskiej królowej: „Jest tu wystarczająco wielu sprzedawców poszukających dziewczyn w wieku od dziewięciu do dziesięciu lat ale też i w innych grupach wiekowych, za które można uzyskać dobrą cenę.”

9/. Indyjscy niewolnicy zostali pozbawieni głów, gdy ich Hiszpańskim porywaczom nie chciało się tracić czasu na ich rozwiązywanie

Benjamin Keen, historyk hiszpańskiego podboju obu Ameryk, zauważył, że wiele źródeł potwierdziło relacje o „wyczerpanych indyjskich przewoźnikach, ze skutymi szyjami, których głowy Hiszpanie odcięli od ich ciał, aby nie musieć ich rozkuwać”.


Bartolomé de Las Casas, jeden z pierwszych kronikarzy zbrodni Kolumba – Antonio Lara

W ciągu ostatnich kilku dni, w Stanach Zjednoczonych uszkodzonych zostało kilka posągów „odkrywcy” Krzysztofa Kolumba (1451–1506). Statua w Bostonie (stan Massachusetts) została pozbawiona głowy, w Richmond (stan Wirginia) – trafiła do wody. W Miami (Floryda) – została zniszczona.

Tłumaczenie i opracowanie: Marzenna Donajski Donajska

Źródła:

Inne rekomendowane źródła:

Czarownice z Salem wieszano a nie palono na stosie

Oto jeden z nieprawdziwych mitów. „Nawet jeśli ktoś nie czytał książki Arthura Millera „Czarownice z Salem” z pewnością słyszał, że mieszkańcy Salem palili czarownice na stosie. To jednak zdaniem archiwisty dawnego miasta Salem Villagenigdy nie miało miejsca. Napisał on książkę „Salem Village Witch Hysteria”.

Zdjęcie: Wikimedia Commons

W czasie procesów w Nowej Anglii obowiązywało prawo angielskie, które zaliczało czary jako przestępstwo, za które groziła egzekucja przez powieszenie, a nie spalenie na stosie. Mit palenia na stosie według Traska pochodził z Europy, gdzie kościół uznawał czary za herezję i podejrzane osoby wiązano i podpalano.”

Źródło: Business Insider

Od księcia do tatusia – narodziny mojego ojcostwa

Kiedy Rutger Lemm (34) został ojcem, obiecał swojej dziewczynie, że połowę obowiązków opiekuńczych weźmie na siebie. Jednak po niedługim czasie, coraz częściej zaczął wycofywać się do toalety z wiadomościami o piłce nożnej w ręce.

„Gdy moja dziewczyna była w ciąży z naszym pierwszym dzieckiem, często fantazjowaliśmy na temat przyszłości, siedząc na kanapie w nocy. W każdym razie nie mielibyśmy więcej już zbyt dużo czasu na takie fantazjowanie na kanapie po nocy, na różne tematy – i byliśmy tego świadomi. Wszystko miało się zmienić. Do tego stopnia, że nie mogliśmy sobie tego jeszcze wyobrazić. Nie mówiąc już o tym, że nie mogliśmy sobie wyobrazić, że nastąpi również globalna pandemia.

„Myślę, że razem się z tym uporamy” – powiedziałem. Brzmiało to niejasno, ale miałem na myśli: moja dziewczyna i ja mieliśmy już dość wiele zaognionych spraw w naszej relacji. Większość par rozstała się, gdy ich dzieci nie osiągnęły jeszcze 5. lat. Wiedzieliśmy o tym, ale przynajmniej nie baliśmy się rozmawiać na ten temat.

„Będziemy wszystko robić pół na pół, prawda?” – zapytała moja dziewczyna, nagle trochę niepewna. Spojrzałem na nią spokojnie. „Oczywiście” – powiedziałem. I poważnie, miałem to na myśli.

„Życie rodzinne” – powiedział z niesmakiem komik kabaretowy, Youp van het Hek, w swoim przedstawieniu ‘Somewhere in the Distance’ (w 1994). „W rodzinie wszyscy zawsze wiedzą, gdzie jesteś: „Idę na zakupy”,„Idę na górę.” W niedzielę Youp właściwie chciał zajrzeć do pubu na mecz Ajaxu, ale musiał wrócić do swojego kolorowego życia rodzinnego.

Jako 10-letni chłopiec znałem na pamięć występy Youp van het Heka. Z naszą rodziną słuchaliśmy zawsze w samochodzie kaset magnetofonowych „Youpie”. Na przykład w drodze na kemping do Francji. Ironią było oczywiście słuchanie anty-burżuazyjnych tyrad Youpa podczas takiej podróży, ale śmiejąc się z niego, udowodnialiśmy sobie, że jeszcze całkiem nie śpimy. Przysięgałem sobie na tylnym siedzeniu, że będę żył każdego dnia, jakby to był ostatni mój dzień – tak jak zawsze mówił Youp.

Mój ojciec zmagał się także z panoptyką „życia rodzinnego”. Nie był wprawdzie tak zamknięty w sobie jak mój dziadek – który zawsze gapił się przez okno ze swojego leniwego fotela – ale też był nieobecny, ku irytacji mojej matki. Ojciec zwykle wracał późno z pracy, a potem przez resztę wieczoru był zagłębiony w swoich myślach, fizycznie obecny i zarazem nieosiągalny. Aby odpocząć, często przez całe dnie grał w golfa, a podczas wakacji zawsze musiał najpierw przez tydzień ‘wyluzować się’.

Przywodził na myśl wiersz, którym Youp van het Hek rozpoczynał ‘Somewhere in the Distance’:

„Zawsze, zawsze jestem gdzie indziej, zawsze tęsknię za czymś w myślach, ze strychów chcę schodzić do piwnic a z piwnic znowu wspinać się na górę”.

„Po narodzinach mojego syna czułem się jak superbohater” – powiedział mi kiedyś izraelski pisarz Etgar Keret. Gdy w końcu trzymałem w ramionach własnego syna, od razu zrozumiałem, co miał na myśli: pojawiły się we mnie moce, do których zawsze tęskniłem, ale których nigdy nie byłem w stanie w sobie uwolnić.

Okres popołogowy przeżyłem w maniakalnym widzie. Podczas gdy dawniej, chodziłem po supermarkecie wątpiąc i śniąc na jawie, teraz stawałem pewnie wzdłuż półek i z przekonaniem wrzyucałem do koszyka jeden za drugim produkt. W domu jak szaleniec zmywałem naczynia, układałem w kółko ubranka, robiłem kawę – w niekończącym się korowodzie poporodowym. Żyłem całkowicie instynktownie. I po raz pierwszy w życiu czułem się niesamowicie dobrze, mogąc dbać o innych.

(poniżej ilustracji dalszy ciąg tekstu)

Jednak nie cały mój strach zniknął. W trzecim tygodniu stałam w środku nocy z krzyczącym dzieckiem w ramionach, myśląc jedynie: „CZEGO CHCESZ?” Pewien młody ojciec już mnie wcześniej ostrzegł: „Nagle rozumiesz, skąd bierze się ‘shakebaby’ syndrom”… Z czystej bezsilności uderzyłem szafę z ubrankami dziecięcymi. Wyglądałem w tamtym czasie jak odwrócony do góry nogami superbohater. W ciągu dnia silniejszy niż kiedykolwiek a w nocy – neurotyczny i niecierpliwy.

Nocami pragnąłem nagle uciec lub ogarniał mnie żal w powodu naszej decyzji. „Czy to jest moje życie?” – myślałem melodramatycznie.

Moja dziewczyna powiedziała później, że też miała takie myśli, ale nie była w stanie sobie na nie pozwolić. Dzięki karmieniu piersią, co najmniej osiem godzin dziennie była złączona z dzieckiem. Nosiła ciążę w pojedynkę, niezależnie od tego, ile razy mówiliśmy „jesteśmy” w ciąży. I w okresie karmienia, jej fizyczna i ostateczna odpowiedzialność nadal trwała, nie wspominając o konieczności wyzdrowienia po porodzie.

Podczas gdy ja, już po dziesięciu dniach od porodu, poleciałem na festiwal filmowy, na izraelską premierę filmu „Etgar Keret”, który zrealizowałem z przyjacielem.

Teraz, gdy dzięki kryzysowi koronawirusa, wszyscy nagle jesteśmy uwięzieni w naszych domach, podział pracy między ojcami i matkami stał się jeszcze bardziej naglący. „Po raz kolejny staje się jasne, jak niezbędni w domu są mężczyźni”, napisał niedawno Loes Reijmer w gazecie „De Volkskrant”.

Kochałem szczerze mojego syna i chciałem być całkowicie i w pełni przy nim. Ale czasem pojawiało się pytanie: Czy jestem wystarczająco gotowy, aby poświęcać się dla niego?

Matka regularnie mówiła mojemu bratu i mnie bez żadnego powodu, że wpadnie, aby ratować nas w tych opresjach, ‘z płonącego domu’. Tak często, że robiło się to trochę niekomfortowe.

Jest również przekonana, że ​​wychowała nas z dużą odpowiedzialnością. To niewątpliwie część jej feministycznych przekonań. W praktyce wyglądało to tak, że wystarczało jak załadowaliśmy zmywarkę lub nakryli do stołu. O to właściwie chodziło. Mój brat i ja byliśmy książętami mojej matki. Rozpieszczała nas przekąskami, uściskami i niekończącym się zrozumieniem. Pierwsze pranie zrobiłem dopiero mając 24 lata. Gdy po przyjęciu rodzinnym trzeba było posprzątać, ja i mój brat często siedzimy jeszcze przez długi czas zajęci rozmową. Na samym końcu wstajemy, żeby zanieść jeszcze kilka ostatnich rzeczy do lodówki.

W oczach mojej matki nie robiliśmy niczego niewłaściwego. Odwrotnie podchodziła do mojego ojca, który jej zdaniem nie był wystarczająco zaangażowany w życie rodzinne.

Tak jak pewnego letniego dnia, w 1994 roku, gdy poszliśmy z naszą norweską siostrzenicą nad jezioro. W czasie gdy mój ojciec spędzał dzień na polu golfowym.

Postanowiłem wspiąć się na wysokie drzewo, a siostrzenica stała na dole i patrzyła. „Wow, jestem już na górze!” – krzyknąłem w końcu. „Zawołaj moją mamę!” Dziewczyna odbiegła. Stałem tam, dosłownie u szczytu pewności siebie i brawury, czekając, aż matka przyjedzie mnie podziwiać. Ale trwało to długo. Nagle zdałem sobie sprawę, że siostrzenica z Norwegii nie rozumie naszego języka.

W tym momencie pękła gałąź, na której stałam. Po długim upadaniu, uderzyłem z hukiem o ziemię. „Zawołaj jego mamę!” – usłyszałem krzyki starszych chłopców. „Już jestem!” – powiedział spanikowany, wysoki głos.

W szpitalu okazało się, że dostałem lekkiego wstrząsu mózgu i kilku siniaków. Moja mama zadzwoniła do klubu golfowego, gdzie ojciec został sprowadzony z pola do telefonu i wysłuchał jej relacji. „Dzięki Bogu, nie jest tak źle” – westchnął – „Skończę rundę i od razu wrócę do domu”.

Moja mama rozłączyła się z wściekła, wsiadła do swojego Fiata Pandy i popędziła do klubu golfowego. Tam nie zatrzymała się na parkingu, tylko wjechała fairwayem (wyj. termin golfowy), aż w końcu tak ostro zahamowała na dołku numer 9, że aż darń fruwała dookoła. I zaciągnęła mojego zdziwionego ojca, z kijem golfowym, do samochodu.

W następnych latach małżeństwo moich rodziców przechodziło kryzys. Jedną ze zmian w związku, których wprowadzenie zasugerował ich terapeuta, było to, aby mój tata co miesiąc spędzał czas ze mną i moim bratem na czymś miłym. Pamiętam wizytę w opuszczonym kinie nieopodal naszej wioski.

Mój ojciec miał dobre intencje, ale był to dokładnie ten rodzaj przymusowej towarzyskości, o której mówił komik Youp van het Hek.

(poniżej ilustracji dalszy ciąg tekstu)

Moje pokolenie jest bardziej wyemancypowane niż pokolenia mojego dziadka i ojca. W dzisiejszych czasach normalne jest, że ojcowie przewijają dzieci, zabierają je do szkoły i gotują dla nich. Naprawdę chciałem być innym rodzajem ojca. Bardziej równoważnym. Cierpliwszym. Żadnych incydentalnych, wymuszonych towarzyskości. Nie jestem też w tym osamotniony. Ponad połowa niderlandzkich rodziców chciałaby w równym stopniu dzielić wychowanie swoich pociech, podał Emancipation Monitor 2018 SCP.

Ale rzeczywistość jest nadal niesforna. Anna van den Breemer napisała w „Volkskrant” o „pozornym zaangażowaniu mężczyzn w życie rodzinne”: „Współczesny ojciec wydaje się na pierwszy rzut oka być bardzo zaangażowany w swój dzień tatusia, ale w praktyce jest to bardzo rozczarowujące. Bo kto jest naprawdę uważny w kwestii zmiany pieluch? Kto sądzie, że ​​żłobek musi zostać zamknięty w okresie wakacji?

„Nigdy nie myślałem, że paznokcie moich dzieci powinny być obcinane” – przyznał Arjen van Veelen w swoim eseju w NRC Handelsblad.

Oboje autorzy odnieśli się do popularnej książki zatytułowanej All The Rage: Mothers, Fathers and the Myth of Equal Partnership (z 2019), w której psycholożka Darcy Lockman pisze o ‘fałszywej obietnicy’ współczesnego progresywnego ojca. Jest to część dużego zbioru oburzonych feministycznych książek o tytułach takich jak „Fair Play” (z 2019), „Fed Up” (z 2018) i „How Not To Hate Your Husband After Kids” (z 2018). Monitor Emancypacji ukazuje więc, że tylko 1. na 5 par spełnia obietnicę wypełniania obowiązków ‘pół na pół’. Jak wyglądałyby te wzajemne związki teraz, w sytuacji pandemii, gdy masowo pracujemy z domu, podczas gdy szkoły i żłobki są zamknięte? Obawiam się, że terapeuci od małżeńskich problemów wkrótce będą mieli pełne ręce roboty.

To jest też bardzo trudne. Pojawieniu się dziecka towarzyszy brak czasu i niedostatek snu. Sprawia to, że wszystko odbywa się pod presją i nieuchronnie ujawnia twoje najbardziej nierozsądne strony. Nie mówiąc już o czasie, gdy z powodu pandemii bezustannie przebywamy w domu. Dzieci właściwie ciągle pytają: Możesz mi pomóc, czy też sam jesteś jeszcze dzieckiem? Jeśli walisz w szafkę, odpowiedź jest jasna. Znam kilku mężczyzn, którzy popadli w wypalenie z powodu presji rodzicielstwa. Nie mogli sobie z tym poradzić. I nie jest to wcale takie zaskakujące.

Ponieważ wielu mężczyzn z mojego pokolenia zostało jeszcze wychowanych w warunkach uśpionego wpływu patriarchatu (innymi słowy w raju książąt), mogliśmy pozostać na dłużej leniwymi dziećmi. Podobnie jak Arjen van Veelen, potrafię się wściec z powodu zmywania naczyń. Moje ręce w brudnej wodzie, bawiąc się gąbką. Czym-sobie-na-to-załużyłem? Gdzieś tam, oczekuję, że moja mama w każdej chwili przyjdzie uratować mnie z ‘płonącego budynku’.

Kiedy presja wzrasta, pokusa wycofania się do małego świata – w którym jestem odpowiedzialny wyłącznie za siebie – jest wielka. Potrzeba ta znajduje odzwierciedlenie w fenomenie ludzkiej jaskini: wielu mężczyzn twierdzi, że „potrzebuje” miejsca w domu, do którego mogliby się wycofać. Tak jak mój dziadek, który miał swój leniwy fotel przy oknie, a mój ojciec pole golfowe.

Sam nie mam pokoju z Playstation i wygodnym siedziskiem zitzakiem, ale gdy efekty pierwszego strzału oksytocyny po porodzie osłabły, a mój syn z coraz większymi trudnościami zasypiał, zacząłem domagać się coraz większej ilości czasu dla siebie. A to poprzez zbyt długie branie prysznica, czytanie wiadomości o piłce nożnej w toalecie, korzystanie z telefonu lub siedzenie z bratem w saunie. Po prostu tego potrzebowałem.

„Ty też tak możesz robić” – powiedziałem (nieco zbyt cicho) mojej dziewczynie. Wyjaśniła mi jednak (z zazdrością), że nie ma takiej potrzeby. Jej poczucie odpowiedzialności było tak wielkie, że nieustannie planowała w myślach obowiązki domowe – wszystkie te zapasy pieluszek i paznokcie do przycięcia. Wszystkie te rzeczy, które zaczynałem coraz bardziej ignorować, ponieważ i tak je brała na siebie – podobnie jak karmienie piersią, które było „tylko” jej obowiązkiem. Moja dziewczyna zawsze zmywa naczynia bardzo szybko. Narzekanie na to jest luksusem, którego nie zna.

Gdydy budził nas w nocy płacz, zawsze czekałem o te kilka sekund za długo – i ona znowu szła sama. „Po prostu powiedz mi, co mam robić!” – powiedziałem kiedyś podczas kłótni dotyczącej podziału obowiązków domowych. „Tak, jeszcze z tym muszę nadążyć!” – odkrzyknęła.

(poniżej ilustracji dalszy ciąg tekstu)

Myślałem, że wszystko będę robił inaczej niż mój własny ojciec. Ale kiedy coraz bardziej wycofywałem się w moje egocentryczne potrzeby w naszych trudniejszych okresach, widziałem wyobcowanie na twarzy mojego syna, jakby myślał: „Kim jest facet, który co jakiś czas przychodzi zmienić mi pieluszkę?”.

Po roku dosłownie mnie odepchnął. „Nieeeeeee, nie to! Nie ty! Mama, mamaa!” – krzyczał wściekle, gdy wszedłem w nocy do jego pokoju, aby go pocieszyć. Jakby czuł, że nie może na mnie polegać.

Te bolesne chwile sprawiły, że nie mogłem dłużej podtrzymywać argumentów zaczynających się od „tak po prostu jest…”. Przypomniało mi się, że chcę się zmienić, wyjść ze swojej strefy komfortu.

Potrzeba jaskini męskiej jest często opakowana w romantyczne terminy: w męskim gronie, wyluzować się, autostopem do Paryża… Komicy tacy jak Youp van het Hek są więc dłużnikami romantyka Henry’ego Davida Thoreau, który napisał swoją klasyczną „Walden, czyli w lesie” (1854) – w drewnianym domu nad Walden Pond. Całkowicie odcięty od wszelkiej odpowiedzialności (w beztroskiej kwarantannie, powiedzielibyśmy). Thoreau lubił spacery po lesie, ale nie w ramach życia rodzinnego (prawdopodobnie umarł jako dziewica).

Niespokojni mężczyźni często cytują Thoreau:

„Zamieszkałem w lesie, albowiem chciałem żyć świadomie, aby w godzinę śmierci nie odkryć, że nie żyłem”

Badania historyczne pokazują jednak, że Thoreau przeżył, ponieważ jego matka codziennie przynosiła mu ciepłe posiłki (las był w odległości spacerka od jej domu). A jego siostra co tydzień sprzątała jego drewnianą chatę.

Na tym polega problem. Gdy mężczyzna decyduje o sobie, często zmusza kobietę do poświęcenia. Każda minuta dłużej pod prysznicem oznacza dodatkowe obciążenie przerzucane na ramiona mojej dziewczyny. Wszelkie pragnienia życia bez odpowiedzialności oznaczają, że ​​twoja matka musi rozwiązać twoje problemy. Nie ma nic bardziej egocentrycznego – tak, bardziej dziecinnego – niż romantyczność.

Ale coś jest na rzeczy. Z badania przeprowadzone przez Uniwersytet Kalifornijski wynika, że ludzie w krajach zachodnich, spędzili dwa razy więcej czasu ze swoimi dziećmi w 2012 r. niż dla porównania w 1965 r. Ten skok największy był w przypadku ojców: z 16 do 59 minut dziennie. Mimo to mamy poświęcają średnio 104 minuty na codzienną czułość.

Pomimo nadrabiania zaległości przez mężczyzn (i skromnego przedłużania urlopu ojcowskiego) kobiety nadal przejmują większość obowiązków wychowawczych i prac domowych, jednocześnie pracując obecnie więcej zawodowo. Kobiety wykonują też często dodatkowe czynności – emotional labor – prace wymagające cierpliwości i miłości. Według Centralnego Biura Statystyki (CBS), tylko w jednym na trzy gospodarstwach domowych ojciec pozostaje w domu, aby opiekować się chorym dzieckiem. Mimo, że ojcowie wykonują coraz więcej obowiązków, matki nadal pracują dwa razy ciężej.

(poniżej ilustracji dalszy ciąg tekstu)

Najtrudniejszą częścią relacji jest dynamika: gdy już funkcjonuje, prawie nie można jej zmienić. I ulega ona wzmocnieniu. Przestrzeń, którą upuszcza jedna osoba, jest wypełniana przez drugą, i odwrotnie. To samo dotyczy osobistych wzorców, które zbudowałeś w ciągu swojego życia. Ale rzeczy rzadko „po prostu takie są”.

W nowej serii filmów dokumentalnych Netflix pt. „Babies”, izraelska neurolożka Ruth Feldman wyjaśnia, że matki podczas ciąży i porodu przechodzą ważne zmiany neurologiczne, które budzą ich słynny „instynkt macierzyński”. Ale w swoich badaniach odkryła z zaskoczeniem, że ​​matki i ojcowie początkowo wytwarzają dokładnie taką samą ilość oksytocyny – zależy to od ilości czasu, jaki spędzają na opiekowaniu się dzieckiem. Chociaż ciało migdałowate (nasz „pierwotny mózg” zapewniający czujność) jest bardziej aktywne u matek, aktywność jest dokładnie taka sama u ojców, którzy dbają o własny rozwój. „Ojcostwo jest tak samo organiczne jak macierzyństwo” – podsumowuje Ruth Feldman. Dla ojców jest to mniej oczywiste: muszą zostać wciągnięci – lub sami siebie wciągnąć.

W czasie drugiego roku życia mojego syna, zdałem sobie sprawę, że zmiana oznacza, iż ​​musisz zrobić dwa kroki za każdym razem: pierwszy krok w sprawie swoich starych (dziecięcych) impulsów, a następnie podjąć nowe zadanie – bez marudzenia. Okej, więc razem trzy kroki. Jednego dnia zadziała to lepiej innego gorzej. Rodzicielstwo to najlepszy sport, top sport: musisz ciężko trenować, aby wypracować wytrzymałość. A ja miałem wydolność płuc nałogowego palacza.

(poniżej ilustracji dalszy ciąg tekstu)

Postępy robiłem powoli: czasami nadal zbyt długo zostawałem w toalecie. Coraz częściej jednak znajdowałem dyscyplinę i energię, by wziąć na siebie odpowiedzialność. Od czasu do czasu czułem supermoc tamtych pierwszych dni. A jeśli uda ci się wykonać wszystko w taki dzień, daje to niewymowną, chwalebną satysfakcję. Wymyśliłem nawet macho-termin: tak kurwa, rodzicielstwo (fuck yeah parenting). Czy zabrałeś dziecko na plac zabaw, a po drodze jeszcze zaniosłeś szklaną buteleczkę do pojemnika na szkło? Kurwa tak! (Fuck yeah!) Czytasz trzy strony powieści, obcinając paznokcie synowi? Kurwa tak! Syn z krwawiącymi palcami zabrany na pierwszą pomoc, podczas gdy ty odpowiadałeś na e-maile z pracy? Kurwa. Tak.

Ponadto, gdy tylko zacząłem przejmować obowiązki mojej dziewczyny, otrzymała możliwość ubiegania się o miejsce pracy dla siebie – choć oznaczało to dla niej jeszcze odbycie praktyki. I gdy ona się relaksuje – jest to dobre dla nas wszystkich. Pytanie: „W czym mogę pomóc?” okazuje się być najbardziej sexi pytaniem na świecie. W każdym razie oboje nauczyliśmy się coraz lepiej prosić siebie o pomoc lub dla odmiany nie poświęcać naszemu synowi całej uwagi.

Każdy musi poświęcić trochę czasu dla siebie, szczególnie w tym napiętym okresie. Równoważność oznacza, że ​​dzieli się nie tylko obowiązki, ale także przywileje. Jaskinia człowieka nie musi się zawalić, ale powinna być dostępna dla każdego.

Nigdy nie jest to w pełni ‘pół na pół’. Ale po miesiącach ponownego poświęcenia, obudziłem się pewnego razu w środku nocy, gdy moja dziewczyna jeszcze spała. Nastawiłem uszu. Czy naprawdę to słyszałem? „TATOOOOOOOOOO!” Zacisnąłem pięść – kurwa tak! – i pobiegłem szybko do pokoju dziecinnego, gdzie wziąłem jego małe ciało w ramiona. „Jestem,” uciszyłem „jestem już”.

Autor: Rutger Lemm – Powyższy esej został przeredagowany dla „Volkskrant” i jest częścią kolekcji „Sfinks – 13 Esejów o Człowieku”

Tłumaczenie: Marzenna Donajski / Donajska

Ilustracje: Sasa Ostoja

Olga Tokarczuk i Szczepan Twardoch nominowani do Europejskiej Nagrody Literackiej 2020

Ogłoszono listę 20 tytułów nominowanych do Europejskiej Nagrody Literackiej 2020.
Jest to nagroda przyznawana najlepszej powieści europejskiej opublikowanej w ubiegłym roku w języku niderlandzkim . Tytuły wybrane zostały przez 15 księgarń z całej Holandii.

W tym roku nagroda zostanie przyznana po raz dziesiąty. Będzie to 10 000 euro dla autora oraz 5000 euro dla tłumacza.

Oto lista 20 nominowanych tytułów:

  • Juan Gómez Bárcena, De hemel boven Lima door (Niebo nad Limą) Juan Gómez Bárcena, z języka hiszpańskiego przełożył Peter Gelauff (Wereldbibliotheek)
  • Roberto Camurri, De menselijke maat (Ludzka miara), z języka włoskiego przełożył Manon Smits (De Bezige Bij)
  • Jonathan Coe, Klein Engeland (Mała Anglia), z języka angielskiego przełożyli Otto Biersma i Petra van der Eerden (De Bezige Bij)
  • Adeline Dieudonné, Het echte leven (Prawdziwe życie), z języka francuskiego przełożyli Frans door Kris Lauwerys i Isabelle Schoepen (Atlas Contact)
  • David Diop, Meer dan een broer (Więcej niż brat), z języka francuskiego przełożyła Martine Woudt (Cossee)
  • Jon Fosse, De andere naam. Septologie I-II (Inne imię. Septologia, t. I-II), z języka norweskiego przełożyła Marianne Molenaar (Oevers)
  • Geir Gulliksen, Kijk ons nu eens (Teraz spójrz na nas), z języka norweskiego przełożyła Geri de Boer (Ambo Anthos)
  • Michel Houellebec, Serotonine (Serotonina), z języka francuskiego przełożył Frans door Martin de Haan (Arbeiderspers)
  • Fleur Jaeggy, SS Proleterka (SS „Proleterka”), z języka włoskiego przełożył Frans Denissen (Koppernik)
  • Drago Jančar, En ook de liefde (A także miłość), z języka słoweńskiego przełożył Roel Schuyt (Querido)
  • Daisy Johnson, Onder het water door (Pod powierzchnią), z języka angielskiego przełożył Callas Nijskens (Koppernik)
  • László Krasznahorkai, Baron Wenckheim keert terug (Baron Wenckheim powraca), z języka węgierskiego przełożyła Mari Alföldy (Wereldbibliotheek)
  • Jiří Kratochvil, Een bedroefde God (Smutny Bóg), z języka czeskiego przełożyła Tieske Slim (Kleine Uil)
  • Sally Rooney, Normale mensen (Normalni ludzie), z języka angielskiego przełożyła Gerda Baardman (Ambo Anthos)
  • Antonio Scurati, M. De zoon van de eeuw (M. Syn stulecia), z języka włoskiego przełożył Jan van der Haar (Podium)
  • Robert Seethaler, Het veld (Pole), z języka niemieckiego przełożyła Liesbeth van Nes (De Bezige Bij)
  • Ali Smith, Lente (Wiosna), z języka angielskiego przełożyły Karina van Santen i Martine Vosmaer (Prometheus)
  • Olga Tokarczuk, De Jacobsboeken (Księgi Jakubowe), z języka polskiego przełożył Karol Lesman (De Geus)
  • Szczepan Twardoch, De koning (Król), z języka polskiego przełożyła Charlotte Pothuizen (Nieuw Amsterdam)
  • Jeanette Winterson, Frankkusstein (Frankisstein), z języka angielskiego przełożył Arthur Wevers (Atlas Contact)

(Ciąg dalszy tekstu poniżej obrazka)

Nagrody literackie 2020 zostaną ogłoszone pod koniec czerwca podczas uroczystego spotkania w Spui25 w Amsterdamie.

Ceremonia wręczenia nagród odbędzie się w sobotę, 7 listopada, w czasie Festiwalu Przekraczania Granic (het Crossing Border Festival) w Hadze

Źródło: https://www.europeseliteratuurprijs.nl

Marzenna Donajska / Donajski

Grzeczne dziewczynki żyją krócej

Głośne kobiety są zdrowsze. Tłumienie emocji może nawet zabić. Problemy z sercem, niewydolność krążenia – to początek długiej listy symptomów powiązanych istotnie z tzw. samouciszaniem. Kobiety często mają potrzebę silnej ekspresji swoich uczuć, ale tłumią ją w sobie. Badania łączą tę tendencję z przemocą domową, zarówno emocjonalną, jak i fizyczną. O badaniach tych pisze Katarzyna Mazur w Focus.pl.

Próby utrzymania związku za wszelką cenę i tłumienie przez to swoich prawdziwych uczuć porównuje się do utrzymywania bardzo bolesnej tajemnicy. Wzorzec ten, od lat 90-tych, nazywany jest przez psychologię samouciszeniem. To przedkładanie potrzeb partnera ponad własne lub powstrzymywanie się przed wyrażeniem negatywnych emocji, aby nie doprowadzać do eskalacji konfliktu w związku. Często zjawisko to powiązane jest z istnieniem przemocy w relacji – fizycznej i emocjonalnej. 

„Z socjologicznego punktu widzenia powstrzymywanie się od gwałtownych reakcji może nie wydawać się złym pomysłem, jednak medycyna ma na ten temat zupełnie odmienne zdanie. Coraz więcej badań udowadnia, że kobiety, które tłumią swoje emocje, są częściej narażone na wiele psychicznych i fizycznych dolegliwości, podczas gdy ich bardziej wylewne koleżanki cieszą się całkiem dobrym zdrowiem.”

Konsekwencje? – badania wykazują związek samouciszania kobiet z nabywaniem takich dolegliwości jak: zespół jelita drażliwego, depresja, przewrażliwienie, problemy z koordynacją ruchową i wreszcie, przedwczesna śmierć. Potwierdzają to tez przerażające statystyki: na przestrzeni 10 lat badania zaobserwowano czterokrotnie wyższą umieralność u mężatek, stosujących samouciszanie, niż w przypadku bardziej wylewnych żon.

Dalsze badania przeprowadzone przez Wydział Psychiatrii Uniwersytetu w Pittsburghu wykazują silne powiązanie samouciszania z problemami miażdżycowymi i w konsekwencji ryzykiem udaru mózgu lub doświadczenia innych upośledzeń układu krążenia. 

Najświeższe badanie łączy ten mechanizm nawet ze zwiększeniem produkcji płytki nazębnej u kobiet w okresie przed i tuż po menopauzie. Badanie to było niewielkie, bo brało w nim udział zaledwie około 300 kobiet, jednak jego wynik jest jednoznaczny.

Jak rozwiązać ten problem? Jednym ze sposobów wyeliminowania medycznych symptomów jest praca psychologiczno-socjologiczna. Zaniechanie szkodliwych stereotypów mówiących, iż wylewne kobiety są osobami niestabilnymi, przewrażliwionymi i dramatyzującymi.  Utrudnia to budowanie zdrowych, opartych na otwartej i uczciwej komunikacji związków. A to już sytuacja życia i śmierci  – w przenośni i dosłownie.

Kobiety zaś narażone na przemoc w związku powinny zadać sobie pytanie: Czy cena utraty zdrowia i życia warta jest trwania w toksycznej relacji?

Testosteron jest mocno przereklamowany

Wywiad Marco Visscher z psycholożką Cordelią Fine – Część Druga

Przeczytaj też Pierwszą Część Wywiadu –>

W swojej powszechnie uznawanej ksiażce „Testosterone Rex: The End of Gender Myth”, Cordelia Fine bieże pod uwagę to, że testosteron jest określonym czynnikiem naszego zachowania. „Nasze społeczeństwo tkwi w uchwycie potężnego mitu”, mówi podczas naszej rozmowy, „tłumi to każdą nadzieje na równość płci”. W „Testosterone Rex” Cordelia Fine po raz kolejny pokazuje, że złożoną materię może przekazywać klarownie i w lekki sposób. Na przykład, kiedy oblicza, co by było, gdyby mity były prawdziwe? Na przykład, mit, iż rozwiązły mężczyzna może wyprodukować sto potomków, łącząc się w pary z setką kobiet w ciągu roku? I stąd jakoby pragnienie mężczyzny do seksualnych różnorodności, któremu nie można zaradzić.

„Nie tak szybko” – uzasadnia Cordelia Fine – „Na potrzeby młodszych czytelników warto zauważyć, że w dość długim okresie ewolucji człowieka, randkowa aplikacja Tinder nie była jeszcze dostępna. Większość dojrzałych seksualnie kobiet w wiosce była stale w ciąży ze swoimi mężami, lub czasowo niepłodna z powodu karmienia piersią, albo też w niepłodnej fazie cyklu. Co prowadzi nas do małej grupy kobiet, do których dodatkowo wszyscy inni mężczyźni również stali w kolejce. A co takiego byłoby wysoce nieprawdopodobne w czasach łowiecko-zbieraczych i wyczerpujące w tym inwestowaniu w uwodzenie i podbój? Ze związków ze stoma kobietami, w ciągu roku, w najkorzystniejszym przypadku pojawiłoby się nie więcej niż troje potomstwa. Według Cordelii Fine, szansa w takim roku na skuteczne „zdobycie punktu” w przypadku wszystkich stu kobiet, czyli ich niemal jednoczesne zajście w ciążę, jest mniejsza, niż szansa zostania trafienionym meteorytem”.

Co uważasz za największe nieporozumienie na temat testosteronu?

„To, że testosteron kontroluje zachowanie mężczyzn. Tak nie jest. Więcej testosteronu nie jest tym samym co większa męskość. Wiemy to, ponieważ różnice płciowe w cechach uznawanych za typowo „męskie”, takie jak skłonność do podejmowania ryzyka, są znacznie mniejsze, niż różnice płciowe w poziomach testosteronu. Co więcej, płeć ludzi jest bardzo złożona: ktoś może być bardzo „męski” w pewnym obszarze, a w innym „kobiecy”. „U jednego na sześciu najlepszych sportowców poziom testosteronu, mierzony w ciągu kilku godzin po ważnych zawodach, jest poniżej normalnego zakresu odniesienia, czasem nawet niższy, niż średni poziom testosteronu wśród najlepszych sportsmenek kobiet. Absurdalne wydaje się stwierdzenie, że ci najlepsi sportowcy z małą ilością testosteronu byliby gorsi w sportowych konkurencjach. Poziomy we krwi są jedynie częścią bardzo rozległego układu, na który wpływa wiele czynników biologicznych. Rola testosteronu – obwinianego o kryzysy i wojny w biznesie i polityce – jest przereklamowana”.

Więc miło jest, że więcej uwagi poświęca się, aby uzyskać więcej kobiet na kluczowych stanowiskach?

„Tak, ale to nie jest magiczne rozwiązanie. Jeśli chcesz uzyskać zmiany kultury w instytucjach, aby pracownicy lepiej słuchali, lub wykazywali większe zainteresowanie w zakresie społecznej odpowiedzialności, wtedy pojawia się tendencja do wyznaczania kobiety na wiodące stanowiska. Czy jeśli kobieta odniesie sukces, jest to wówczas jej własną zasługą, czy jej chęci do pracy nad zmianą kultury? Nasze zachowanie – w różnych organizacjach społecznych – jest pod silnym wpływem norm kulturowych. Nie można tego zmienić przez postawienie po prostu kobiety na wysokiej pozycji”.

Czyż badania nie pokazują, że firmy prowadzone przez kobiety są bardziej odpowiedzialne społecznie?

„Ale te badania nie mówią nic o przyczynie i skutku. Być może te społecznie odpowiedzialne firmy są bardziej skłonne zaoferować każdemu uczciwą szansę na awans. Istnieją różnice między płciami w zakresie wyznawanych wartości i w stylu przywództwa – choć już nieco mniej w tym drugim przypadku – ale różnice te, same w sobie, nie gwarantują, że organizacja prowadzona przez kobietę drastycznie się zmieni. W rzeczywistości uważam, że ta myśl jest obrazą dla mężczyzn, tak jakby nie byli w stanie przeprowadzić procesu zmian”.

Ale kobieta na szczycie jest dobrym sygnałem dla młodszych kobiet.

„Oczywiście. Jeśli jesteś młodą prawniczką, przypuszczalnie na początku swojej kariery widzisz więcej współpracowniczek tej samej płci wokół siebie. Jednak im wyżej patrzysz w hierarchii, tym więcej widzisz mężczyzn. Nie jest zatem dziwne, jeśli zdecydujesz się nie inwestować zbyt wiele wysiłku we własny awans, zwłaszcza jeśli dorastałaś z upartym mitem, że to nie kobiety, ale mężczyźni ewoluowali tak, by rosnąć wyżej, aby uzyskać status i władzę. ”

Czy widzisz zmiany, które budzą nadzieję?

„Oczywiście. Coraz więcej organizacji zdaje sobie sprawę, że ograniczają pulę kandydatów, o ile wymagają, abyś zawsze stawiał swoją pracę nad rodziną na wyższym stanowisku. Ta rosnąca świadomość jest zdrową zmianą dla kobiet i mężczyzn. To część bogatego i urozmaiconego życia, jeśli możesz zabrać swoje dzieci ze szkoły, wziąć urlop naukowy, lub poświęcić czas na opiekę nad chorym, umierającym ojcem, lub matką”.

(otwiera się w nowej karcie)”>Przeczytaj też Pierwszą Część Wywiadu –>

Cordelia Fine (42 lata) – jest psycholożką i profesorką historii nauki i filozofii na Uniwersytecie w Melbourne w Australii. Urodziła się w Toronto w Kanadzie, dorastała w Stanach Zjednoczonych, studiowała psychologię i kryminologię w Oksfordzie, Cambridge i Londynie. Jest autorką różnych książek o psychologii i neuronauce. Książka, w której ukuła termin „neuro-seksizm”, została przetłumaczona na język niderlandzki: „Dlaczego wszyscy pochodzimy z Marsa”. Jej najnowsza książka to „Testosterone Rex: The End of Gender Myth” 

Tłumaczenie: Marzenna Furmaniuk-Donajski/Donajska

Źródło: https://www.trouw.nl/nieuws/testosteron-wordt-zwaar-overschat~b5d30909/?fbclid=IwAR1ZiYDBeO5hL2fofTFDaHLqnyhjAAaKv1gz1fIJBm6Stmrv_Nrs0Zb_rrQ

Wszystkie i wszyscy jesteśmy z Marsa

Wywiad Marco Visscher z psycholożką Cordelią Fine – Część Pierwsza

(otwiera się w nowej karcie)”>Przeczytaj też Drugą Część Wywiadu –>

Różnice między mężczyznami i kobietami są mniejsze, niż nam się wydaje, twierdzi psycholog Cordelia Fine. Czas uporać się ze starym mitem. Jak wszyscy wiemy, mężczyźni są zawsze nagradzani za ryzykowne zachowanie, rywalizując ze sobą o prestiż, pieniądze i władzę. Kobiety natomiast były tradycyjnie nagradzane za ostrożność i troskę o życie rodzinne.

Ta ewolucyjna spuścizna doprowadziła do krystalicznie wyraźnych różnic między płciami – widocznych w każdym nowym pokoleniu do dziś. Te różnice umiejscowiły się we wszystkim, od naszych genów i mózgów po hormony płciowe, takie jak testosteron. Nieprawdaż?

Nie, nieprawda. Cordelia Fine, kanadyjsko-brytyjski psycholożka, dochodzi do wniosku, że ten obraz jest niezgodny z najnowszymi spostrzeżeniami naukowymi. W swojej książce „Dlaczego wszyscy pochodzimy z Marsa” Fine wykazała, że pomiędzy mężczyznami i kobietami, istnieją średnio małe różnice. Natomiast w poszczególnych, indywidualnych przypadkach istnieje wiele nakładających się na siebie różnic. Z wypełnianej przez badane osoby ankiety dotyczącej wartości takich jak status, prestiż i troska – w niewielkim stopniu można wyczytać, czy ankietę wypełniał mężczyzna czy kobieta. Wynika tak z badań przeprowadzonych w 70 krajach.

Czy nie widzisz różnic między płciami w naszych mózgach, genach lub hormonach?

„Oczywiście, że tak. Dawniej uważaliśmy, że z powodu tych biologicznych różnic, kobiety nie nadają się do studiowania, lub głosowania. Dziś uważamy, że kobiety nie są zdolne – a przynajmniej mniej skłonne – ze względu na swoją biologię, do pracy w konkurencyjnym środowisku biznesowym, lub codziennej polityki”.

Brzmisz cynicznie. Czy masz na myśli, że trzymamy się starych uprzedzeń, dla których zawsze szukamy nowoczesnej, racjonalnej podstawy?

„Rzeczywiście. To uprzedzenie opiera się na stałym obrazie, który zawsze siedzi z tyłu naszej głowy. To legenda, która tłumaczy nierówności między mężczyznami i kobietami, twierdząc, że różnice są głęboko zakorzenione w naszej naturze. Mówimy sobie na przykład, że mężczyźni pochodzą z Marsa, a kobiety z Wenus. W ten sposób uzasadniamy system, w którym różnice te w dalszym ciągu utrzymują się i akceptujemy status quo jako naturalny, nieunikniony i niezmienny. Tylko że, odkrycia z biologii ewolucyjnej, neuronauki i nauk behawioralnych kolidują często z wieloma popularnymi założeniami dotyczącymi różnic płciowych”.

Czy nauka nie potwierdza legend? Badania pokazują na przykład, że kobiety rzadziej, niż mężczyźni podejmują ryzyko i konkurują.

„Wiele badań i studiów jest zorganizowanych w taki sposób, że prawie muszą doprowadzić do potwierdzania legendy. Tak, mężczyźni są bardziej skłonni niż kobiety do wzięcia udziału w zawodach typu: kto może najcelniej rzucić piłkę do wiadra, lub kto zapamięta najwięcej trzycyfrowych liczb. Ale jeśli poprosisz ich o wzięcie udziału w konkursie tanecznym, lub quizie wiedzy o modzie, mężczyźni odpadają, a kobiety nagle bardziej konkurują o uzyskanie jak najlepszego wyniku. Tak, kobiety są lepsze, niż mężczyźni w odczytywaniu stanów emocjonalnych w oparciu o mowę ciała. Jednak, gdy zaoferujesz nagrodę finansową za każdą poprawną odpowiedź, mężczyźni nagle odpowiadają nie gorzej, niż kobiety.”

„Jeśli chodzi o ryzyko, to zarówno mężczyźni, jak i kobiety mogą mieć pozytywne nastawienia. Postrzeganie prawdopodobnych kosztów i korzyści decyduje o rozróżnieniach. Tego typu rozważania i oceny w przypadku mężczyzn i kobiet będą często nierówne. Weźmy na przykład pod uwagę kwestię przygodnego, powierzchownego seksu wśród studentów. Z obiektywnego punktu widzenia kobiety są znacznie bardziej narażone na ryzyko: ryzykują zajście w ciążę i nazywanie ich dziwkami, a jednocześnie mają mniejsze szanse na przyjemność seksualną.”

Nasz pogląd, że kobiety są z natury bardziej empatyczne i opiekuńcze, również jest błędny?

„Istnieją różnice płciowe w tych obszarach, ale są one niewielkie. Co więcej, stają się coraz mniejsze, ponieważ coraz więcej ojców opiekuje się swoimi dziećmi”.

A to że chłopcy bawią się samochodami, a dziewczyny bawią się lalkami?

„Tak sugerują nam broszury sklepów z zabawkami. Jednak badania prowadzone laboratoryjne wśród małych dzieci i przedszkolaków pokazują, że wiele złożoności wiąże się z zabawkami którymi bawią się chłopcy i dziewczynki. W dużym badaniu z 2014 r, prowadzonym przez Kristinę Zosuls, analizowano, jakimi zabawkami bawili się chłopcy i dziewczęta w wieku 2 lat – lalką, ciężarówką czy czymś innym – oraz w jaki sposób dzieci się tym bawiły: z dbałością i troską? opiekuńczo? szorstko? powierzchownie?  Cóż, w jednym na trzy przypadki, losowo wybierany i obserwowany chłopiec, bawił się w „dziewczęcy” sposób: zarówno pod względem rodzaju wybranej przez siebie zabawki, którą dorośli najwyraźniej przeznaczali dla dziewcząt, jak pod względem sposobu zabawy. Również inne badania pokazują, że wiele dzieci w wieku dwóch lat, lub nawet dłużej, bawi się zabawkami, których nie możnaby się po nich spodziewać na podstawie stereotypowego obrazu.”

Nie są jeszcze zepsuci przez nasz wizerunek płci?

„Cóż, tak daleko bym się nie posunęła. Dzieci szybko rozumieją, że gender jest najważniejszym sposobem podziału świata. Chcą dostosować swoje zachowanie do naszych oczekiwań i wkrótce kieruje nimi potrzeba nauczenia się, co to znaczy być chłopcem lub dziewczynką. Zastanów się, jak często dzieci widzą mężczyznę prowadzącego samochód, lub matkę z dzieckiem? Kiedy rozwiną tożsamość płciową, gdy mają 2 lub 3 lata, to ona zdecydowanie determinuje ich wybór: jeśli pokażesz 3-letnim dzieciom neutralne pod względem płci gry lub zajęcia, zdecydowanie wybiorą rolę, zalecaną dzieciom tej samej płci”.

(otwiera się w nowej karcie)”>Przeczytaj Drugą Część Wywiadu –>

Cordelia Fine (42 lata) – jest psycholożką i profesorką historii nauki i filozofii na Uniwersytecie w Melbourne w Australii. Urodziła się w Toronto w Kanadzie, dorastała w Stanach Zjednoczonych, studiowała psychologię i kryminologię w Oksfordzie, Cambridge i Londynie. Jest autorką różnych książek o psychologii i neuronauce. Książka, w której ukuła termin „neuro-seksizm”, została przetłumaczona na język niderlandzki: „Dlaczego wszyscy pochodzimy z Marsa”. Jej najnowsza książka to „Testosterone Rex: The End of Gender Myth”

Tłumaczyła: Marzenna Furmaniuk-Donajski/Donajska

Źródło: https://www.trouw.nl/nieuws/testosteron-wordt-zwaar-overschat~b5d30909/?fbclid=IwAR1ZiYDBeO5hL2fofTFDaHLqnyhjAAaKv1gz1fIJBm6Stmrv_Nrs0Zb_rrQ