Eksperci: Zanieczyszczenie powietrza i hodowla zwierząt wzmagają epidemie

Na początku tego miesiąca Uniwersytet w Harwardzie opublikował wyniki swoich kilkutygodniowych badań: zwiększenie o 1 mikrogram pyłu zawieszonego zwiększyłoby liczbę zgonów z powodu koronawirusa o 15 procent. Konkluzje te wymagają jeszcze dokładniejszego zbadania. Życie jednak i pokrewne badania zdają się to potwierdzać.

Zdjęcie: Pixabay

Nigdzie w Niderlandii koronawirus nie uderzył tak mocno, jak we wschodniej części Północnej Brabancji. To właśnie w tym regionie znajduje się najbardziej intensywna hodowla zwierząt.

Chirurg onkologiczny, Ignas van Bebber, pracujący w szpitalu im. Jeroena Boscha w Den Bosch, nie ma co do tego wątpliwości. Wskazuje intensywną hodowlę zwierząt na wschód od stolicy prowincji jako głównego winowajcę dużej liczby zgonów z powodu koronawirusa. Ignas van Bebber od czterech lat jest mocno zaangażowany w badania nad wpływem wysokich stężeń pyłu zawieszonego na zdrowie publiczne. „Szokująca podróż odkrywcza” – mówi. „Nie jesteśmy wystarczająco świadomi tego wpływu. Obserwujemy teraz istniejący związek między zanieczyszczeniem powietrza a liczbą ofiar koronawirusa”.

(poniżej fotografii dalszy ciąg tekstu)

Ważną przyczyną powstawania cząstek stałych, mówi Ignas van Bebber, jest amoniak pochodzący z intensywnej hodowli zwierząt. Ta część Północnej Brabancji jest centrum hodowli świń, kóz i drobiu. „Różne badania potwierdzają silny wpływ obornika na nasze zdrowie. Lokalni mieszkańcy są narażeni na ciągły atak na tkankę płucną. Jeśli coś się dodatkowo dostanie do takiego powietrza, tak jak obecnie koronawirus, to konsekwencje tego są większe. Dlatego w Brabancji Północnej zaistniała tak uderzająco wysoka liczba zakażeń i zgonów. W Tilburgu i Bredzie ludzie równie intensywnie świętowali karnawał. Jednak zmarło tam stosunkowo mniej osób, ponieważ powietrze jest mniej zanieczyszczone.”

(poniżej fotografii dalszy ciąg tekstu)

Zdjęcie: ANP

Zbieg okoliczności? Już wcześniej pojawił się dzwonek alarmowy

Bert Brunninkhuis z Den Bosch, przebywa w ostatnim okresie głównie w domu. Jego żona robi zakupy, on zaś musi oszczędzać płuca. Jest przewodniczącym „Question” – stowarzyszenia pacjentów ofiar gorączki Q. W wyniku epidemii mającej miejsce w latach 2007–2011, doznał trwałych szkód na zdrowiu. Nie jest zaskoczony, że obecna epidemia koronawirusa powoduje również najwięcej ofiar w tym samym regionie. „Zbieg okoliczności? Nie wierzę w to” – mówi – „To kolejny dzwonek alarmowy. Mieszkamy w tej prowincji razem z 35 milionami zwierząt i 2,5 milionami ludzi. Tak nie powinno być.”

Bert Brunninkhuis ma każdego dnia chrypę. „Nigdy nie byłem na przykład w Twente. Kiedy wybieram się z domu na przechadzkę pieszą lub rowerową przejażdżkę, świadomie wybieram swoje własne trasy. Dziesięć kilometrów na zachód lub wschód może robić dużą różnicę.” Podobnie jak Ignas van Bebber, Bert Brunninkhuis przywołuje badanie przeprowadzone przez amerykański Uniwersytet w Harwardzie z początku tego miesiąca. „Potwierdza to moje podejrzenia. Tak renomowany instytut nie pozwoliłby sobie na szerzenie bzdur.”

Potrzeba szybkich wniosków

Epidemiolog środowiskowy, Lidwien Smit z Uniwersytetu w Utrechcie, uważa, że wymaga to jednak komentarzy. „Nie można przeprowadzić dokładnych badań w ciągu kilku tygodni. Tym nie mniej, z powodu szumu otaczającego koronawirusa, potrzebne są szybkie wnioski. Naukowcy z Harwardu raczej tylko z grubsza przyjrzeli się istniejącemu zanieczyszczeniu i liczbie ofiar w Ameryce, nie stosując korekt ze względu na gęstość zaludnienia lub różnice prawnych regulacji w poszczególnych stanach.”

Lidwien Smit mówi, że nie można po prostu wiązać ze sobą zjawisk występujących we Wschodniej Brabancji. Choćby dlatego, że koronawirus jest skomplikowanym stanem, z silną zdolnością infekowania ludzi. „Podążam jednak za tym tokiem rozumowania. Zanieczyszczenie powietrza jest stosunkowo wysokie. Z powodu intensywnej hodowli zwierząt gospodarskich, ale także pod wpływem ruchu samochodowego wokół Zagłębia Ruhry. I rzeczywiście jest to dobre pytanie, dlaczego we Wschodniej Brabancji doszło do większej liczby ofiar śmiertelnych niż w Zachodniej. Pomimo faktu, że zwierzęta gospodarskie nie uczestniczyły w roznoszeniu koronawirusa, nie można wykluczyć, oddziaływania ich hodowli i przyczyniania się do rozwoju choroby. Chciałbym to rozwikłać.”

Zdrowie ponad ekonomią

Temat ten był już poruszany w różnych radach miejskich. W poważnie dotkniętej gminie Boekel, koalicyjny partner (interesu społecznego) Gemeenschapsbelang Venhorst-Boekel argumentował za takim badaniem. Przewodnicząca grupy Jeanne van Eerd: „Po kilku tygodniach zaczynasz podchodzić do problemu bardziej refleksyjnie. Świętowanie karnawału nie może byc jedyną przyczyną większej liczby zakażeń. Wówczas Breda i Maastricht powinny zostać znacznie mocniej zaatakowane przez wirus. Zawartość cząstek stałych w powietrzu jest w gminie Boekel zastanawiająca. W obszarze tym mamy wiele osób z dolegliwościami oddechowymi. Czy jest coś takiego szczególnego w naszej odporności, co czyni nas tutaj wrażliwszymi na działania wirusa? Nie jest to dla mnie pewne, więc chciałabym to wiedzieć.”

Rzecznik Narodowego Instytutu Zdrowia Publicznego i Środowiska (RIVM) twierdzi, że nie jest jeszcze w stanie wypowiedzieć się na ten temat rozsądnie. „Wszyscy szukają wyjaśnień, ale nie możemy jeszcze powiedzieć, co się dzieje na szczeblu lokalnym. Sprawdzamy, jakie badania musimy w tym celu przeprowadzić.”

Chirurg onkologiczny Ignas van Bebber ma nadzieję na większą decyzyjność. „Istnieją już badania sugerujące, że skutki koronawirusa nakładają i zbiegają się ze stanem zanieczyszczenia powietrza cząstkami stałymi. Jeśli tak, to zanieczyszczenie powietrza również odgrywa rolę w rozprzestrzenianiu się wirusa. Wówczas bnależy zmniejszyć liczbę producentów drobnego pyłu. Na przykład zmniejszyć intensywność hodowli zwierząt. Ponieważ dla mnie zdrowie jest ważniejsze niż ekonomia.”

Marzenna Donajski / Donajska

Źródło: Orkun Akici, “Trouw”

Od przyszłego roku kaucja 15 centów za małe plastikowe butelki – potem również za puszki

Od przyszłego lata, tj. 1 lipca 2021 r, za wszystkie plastikowe butelki o pojemności poniżej 1 litra wprowadzona zostanie w Niderlandii kaucja w wysokości 15 centów – pisze do Izby Reprezentantów sekretarz stanu Van Veldhoven. Ponieważ wcześniejsze próby walki o zmniejszenie zanieczyszczeń w środowisku nie przyniosły wystarczających rezultatów.

Kaucja za większe plastikowe butelki, te powyżej 1 litra, pozostaje bez zmian: 25 centów. Rok później może też zostać wprowadzona kaucja za puszki.

Sektor będzie miał najpierw możliwość rozwiązania problemów związanych z odpadkami (ostatnio zmieniono zasady segregowania odpadów – nie trzeba będzie oddzielać plastiku od resztek, ponieważ nowe maszyny robią to precyzyjniej od człowieka). Jeśli nowe regulacje nie polepszą sytuacji, kaucja za puszki zostanie wprowadzona w połowie 2022 r.

Jest to również życzeniem Izby Reprezentantów, która obawia się, że sprytni producenci mogą zastąpić małe butelki puszkami, które tą sama drogą trafiają do środowiska naturalnego.

Kaucje zachęcają do ponownego użycia

Każdego roku sprzedaje się w Niderlandii ok. 900 milionów małych plastikowych butelek. 100 milionów z nich trafia do środowiska. Sekretarz stanu pracuje już od dłuższego czasu nad umowami z przemysłem opakowaniowym, mającymi na celu ograniczenie ilości odpadów i tworzyw sztucznych w środowisku. Ponieważ przemysł nie był w stanie wykorzystać ponownie 90% butelek jednorazowych, wprowadzona zostanie kaucja.

Według sekretarza stanu, depozyt jest sprawdzoną metodą zachęcającą do ponownego użycia. Zwroty butelek będą wkrótce możliwe w supermarketach, na stacjach benzynowych, dworcach kolejowych oraz za pośrednictwem firm cateringowych.

Organizacje ekologiczne od lat lobbują za tym programem. Popiera go też coraz więcej gmin. Przy bardziej rozbudowanym systemie kaucji, odpowiedzialność za zbieranie i ponowne użycie małych plastikowych butelek spocznie na producentach.

Producenci zaś zawsze sprzeciwiali się rozbudowywaniu systemu kaucji. Według firm zajmujących się pakowaniem było to zbyt drogie i przynoszące jakoby zbyt mało rezultatów. Również supermarkety nie były chętnie nastawione do zwiększania ilości butelek depozytowych – przy których praca wymaga dodatkowego czasu i pieniądzy. „Zebranie wszystkich tych butelek jest dość skomplikowane” – jeszcze w zeszłym roku oponował rzecznik największej sieci supermarketów ‘Albert Heijn’.

Firmy pakujące i supermarkety długo kontrargumentowały. Pierwsze dwa gabinety premiera Rutte’a skłonne były nawet całkowicie zrezygnować z projektu nowych kaucji. Tak się jednak nie stało, gdyż przemysł opakowaniowy nie wywiązywał się z zawartych umów. System kaucji jest obecnie rozszerzany i ostatnie słowo – w sprawie puszek – nie zostało jeszcze powiedziane.

Firmy pakujące i supermarkety długo kontrargumentowały. Pierwsze dwa gabinety premiera Rutte’a skłonne były nawet całkowicie zrezygnować z projektu nowych kaucji. Tak się jednak nie stało, gdyż przemysł opakowaniowy nie wywiązywał się z zawartych umów. System kaucji jest obecnie rozszerzany i ostatnie słowo – w sprawie puszek – nie zostało jeszcze powiedziane.

P.S.

Walka Van Veldhovena o stan ściółki trwa już od lat. Projekt rozszerzonych kaucji wisiał w powietrzu od jakiegoś czasu. W 2018 r. Van Veldhoven postawił ultimatum: albo przemysł opakowań zadba o zmniejszenie ilości porzucanych śmieci z 70 do 90 procent do nadchodzącej jesieni, albo wprowadzone zostaną kaucje od 2021 r.

Raportu Rijkswaterstaat, który sekretarz stanu przesłał Izbie Reprezentantów, wskazał zapewne, że nie udało się osiągnąć spadku. Wprawdzie w 2018 r. nastąpiło zmniejszenie liczby porzucanych plastikowych butelek, ale w 2019 r. w ściółce znaleziono 7% więcej małych plastikowych butelek, niż średnio w 2016 i 2017 roku. W sumie ilość śmieci wzrosła aż o 21% w porównaniu do tych lat.

P.S. 2

Skoro rząd PiS jest taki mocny, to mógłby ominąć kilka lat dyskusji z producentami opakowań i supermarketami i w nocy wprowadzić jakieś rozporządzenia w podobnej sprawie.

Marzenna Donajski / Donajska

Ilustracja: adaptacja z NOS