Kobiety a okręty podwodne

Zdjęcie: Ministerstwo Obrony Niderlandów

W niektórych krajach NATO kobiety pełnią już służbę na okrętach podwodnych marynarki wojennej. Zdobywając tym ostatni męski bastion sił obronnych. Pionierami w tym obszarze były Australia i Kanada. Parę dni temu oficjalnie dołączyły również Niderlandy.

W ubiegłym roku sześć Holenderek uczestniczyło w aktywnych działaniach dwóch okrętów podwodnych Królewskiej Marynarki Wojennej z 54-osobowymi załogami. Test przebiegł pozytywnie, jak poinformowała holenderskie Ministerstwo Obrony.

W Niderlandii kobiety mogły wprawdzie pracować w służbach podwodnych już od 76 lat, jednak nie na wszystkich stanowiskach. Powodem niedopuszczania kobiet do pełnienia wszystkich zadań na równi z mężczyznami było to, iż okręty nie spełniały swoją przestrzenią warunków służby ustanowionych w 1982 r. Brak było odpowiednich miejsc do spania zapewniających prywatność i  właściwych rozwiązań sanitarnych.

Przy niewielkich korektach, udało się przystosować obecne modele okrętów do wspólnej służby kobiet i mężczyzn. Poprzez zawieszenie zasłon w części sypialnej, wydłużenie szyb pod kabinami pryszniców lub rezygnację z chodzenia pod prysznic wyłącznie w ręczniku służącym za ubranie. Z wprowadzonych zmian zadowoleni są również mężczyźni-marynarze. Żeglowanie na łodzi podwodnej jest jak życie 54 osób w czterech dużych przyczepach kempingowych: prywatność i przestrzeń życiowa zawsze wystawione są na presję.

Ważnym i nie do pominięcia aspektem, przy wprowadzaniu zmian jest to, iż na okrętach podwodnych załoga postrzegana i traktowana jest jako jedność. Dla dobra integracji załogi nie jest korzystne wprowadzanie zbyt wielu udogodniń dla kobiet. One same zresztą, nie życzyłyby sobie tego. Niezwykle ważne jest, aby załoga ściśle ze sobą współpracowała. Wszyscy nowi członkowie załogi najpierw, przez lata, śpią obok torpedy, zanim dostaną wspólną kabinę. Jeśli kobieta natychmiast otrzymałaby kabinę z uwagi na płeć, nie byłoby to dobre dla integracji załogi.

Zdjęcie: ANP

Wiadomo jest, że za 10 lat Ministerstwo Obrony otrzyma nowe okręty podwodne. Wówczas planowane było wprowadzenie lepszych podziałów przestrzeni dla mężczyzn i kobiet. Nie będzie jednak takiej potrzeby. Kobiety poprosiły o nieprzeprowadzanie specjalnych korekt, ponieważ one również uznają znaczenie zintegrowanej załogi.

Organizacja obrony pracuje od pewnego czasu nad większą różnorodnością personelu. „Mieszany zespół radzi sobie lepiej. Podchodzi się z różnych punktów widzenia do zagadnień, stosując różne sposoby myślenia” – powiedział komandor Herman de Groot z Submarine Service.

Warunkiem, oczywiście, pełnienia służby przez mężczyzn czy kobiety na okrętach podwodnych jest posiadanie tych okrętów przez siły obrony.

*

(Marzenna Furmaniuk-Donajska/Donajski)

Jaki jest sekret fińskich polityczek zdobywających władzę?

Kobiety zawsze dobrze radziły sobie w fińskiej polityce. Obecnie dominują w koalicji, a premierką została kobietą. Nie jest ona pierwszą kobietą-premierką w Finlandii. Najwyższe stanowisko zajmowała już przez krótki okres kobieta w 2003 i 2010 roku. Ale Sanna Marin jest najmłodsza.

Jest także najmłodszą premierką na świecie. Co więcej, jako pierwsza przewodzi fińskiej koalicji centrolewicowej zdominowanej przez kobiety. Przywódczyniami pozostałych czterech partii w koalicji są również kobiety – z których trzy, podobnie jak Marin, mają po trzydzieści lat.

Jaka jest tajemnica sukcesu tych młodych polityczek?

„Mamy tu kompetentne, silne, młode pokolenie” – mówi Johanna Kantola. Według profesorki studiów gender na uniwersytecie w Tampere w Finlandii, Sanna Marin jest tego wyraźnym wykładnikiem. „Dowiodła tego w roli ministry, a wcześniej parlamentarzystki i polityczki lokalnej”. Nic dziwnego, mówi Kantola, że ​​Marin została zaproponowana w niedzielę przez partię socjaldemokratyczną jako następczyni Antti Rinne. Jego rząd, który objął urząd po kwietniowych wyborach, zrezygnował w zeszłym tygodniu, ponieważ partia centralna straciła zaufanie do Rinne. Nie radziłby sobie dobrze podczas fali strajków w kraju.

Pokolenie Marin kontynuuje aktywność swoich żeńskich poprzedniczek politycznych. W 1906 r. kobietom w Finlandii – wówczas autonomicznej prowincji rosyjskiego imperium – pozwolono nie tylko głosować, ale także kandydować w wyborach. Było to o wiele wcześniej, niż w pozostałej części Europy. Na przykład w Holandii (lub w Polsce) nastąpiło to dopiero w 1919 r. Fińskie kobiety zdobyły wówczas silną pozycję dzięki własnym organizacjom, które między innymi opierały się rosyjskiej dominacji.

„Kobiety tradycyjnie dobrze radzą sobie w polityce” – mówi Johanna Kantola. „Zwłaszcza jeśli porównasz to z innymi sektorami fińskiego społeczeństwa.” Według profesorki, w świecie fińskiego biznesu nadal bardzo obecny jest szklany sufit. Natomiast w polityce udział kobiet rośnie. Powoli, ale systematycznie. W 1926 r. Finlandia zyskała pierwszą kobietę-ministrę, a w 1995 r. było to już siedem kobiet na osiemnaście stanowisk.

Początkowo kobiety otrzymywały teki tradycyjnie w dziedzinach takich jak kultura czy edukacja. Johanna Kantola też to widzi. „W nowym rządzie natomiast, młoda, 32-letnia Katri Kulmuni, prawdopodobnie będzie ministrą finansów”. Nie wszystkie decyzje są już znane, ale prawdopodobnie pojawi się więcej imion kobiecych w nowym rządzie. Kolor polityczny rządu jest decydującym czynnikiem dla liczby w nim kobiet, mówi Kantola.

W 2015 r. urząd objął bardzo konserwatywny rząd, zdominowany przez mężczyzn, który podjął szereg działań, nie przynioszących korzystnych rezultatów w zakresie równości płci. Cofnięto na przykład przepis, dający rodzicom prawo do miejsca w opiekuńczych placówkach dla dzieci.” Johanna Kantola oczekuje, że projekt wkrótce zostanie przywrócony przez nowy rząd. Młode kobiety – i mężczyźni – szturmujący obecnie scenę polityczną, będą potrzebować opieki dla swojego potomstwa.

Źródło: https://www.trouw.nl/buitenland/wat-is-het-geheim-van-de-vrouwelijke-finse-politici-die-de-macht-krijgen~be616deb/?fbclid=IwAR0eycbM4x_hTDodNy-KiUVOL0J1hfaNte-XAL-T5xBtJFwMxDBtd3mtJ1A

Tłumaczenie: Marzenna Furmaniuk-Donajski/Donajska

Pierwszy duet pilotek matki i córki w kokpicie

Duet matki i córki pilotujących Delta Boeing 757? Jak najbardziej! Kapitanka Wendy Rexon i jej córka, oficerka Kelly Rexon, są pierwszą w historii parą matki i córki, która wspólnie pilotuje komercyjny lot. Pilotowanie to już rodzinna tradycja i biznes w rodzie Rexon.

Wendy i córka Kelly Rexon po raz pierwszy poleciały razem samolotem z nowojorskiego lotniska JFK. Ich pierwszy lot okazał się być pełen wydarzeń. Pilotki musiały poradzić sobie z dymem i oparami w kokpicie.

Pomimo nieprzewidzianych komplikacji bezpiecznie wylądowały w Los Angeles. Wendy, po raz pierwszy mogła obserwować córkę w akcji, jak świetnie radzi sobie z awaryjnym lądowaniem. „Była fantastyczna” – wspominała Wendy. „To była trudna sytuacja. Udało się ją opanować ze względu na wcześniejszy bardzo dobry trening Kelly i jej kompetencje”.

Spotkałam się nawet  z opiniami, że kobiety mają pewniejszą rękę – w odniesieniu do różnych profesji, nie tylko w dziedzinie lotnictwa. Aż tak daleko nie posunęłabym się w uogólnieniach. W końcu, jak pokazują najnowsze badania neurologiczne, i nie tylko neurologiczne, różnice pomiędzy mózgami kobiet i mężczyzn są na tyle nieznaczne, że trudno wyciągać na podstawie tych różnic wiążące konkluzje. Jest to raczej kwestia indywidualnych właściwości (więcej o badaniach mózgu na przykład tutaj: Nie ma czegoś takiego jak mózg dziewczynki i chłopca). Tym nie mniej, badania potwierdzają też, że uwarunkowania w jakich żyjemy, nasze doświadczenia i oczekiwania wobec nas, decydują o naszej, na przykład dbałości w podchodzeniu do różnych spraw.

Liczba kobiet posiadających certyfikaty pilotów Federalnej Administracji Lotniczej (FAA) podwoiła się w ciągu ostatniej dekady. Według stanu na grudzień 2017 r. łącznie 42 694 kobiety posiadają aktywne certyfikaty pilotów – w tym pilotów komercyjnych i prywatnych – co według FAA stanowi 7 procent wszystkich pilotów. W ostatnim dziesięcioleciu liczba pilotek komercyjnych również wzrosła o 19 procent.

Specjalny program Delty taki jak Delta’s Women Inspiring our Next Generation (WING) ma na celu zlikwidowanie różnicy pomiędzy liczbą mężczyzn i kobiet w kokpitach.

Cały artykuł tutaj: https://www.unearthwomen.com/2019/09/30/the-first-mother-daughter-pilot-duo-in-history/?fbclid=IwAR1Zhp32XyLEbWJZPAJdpyf02HEZQrcoUO3WCfxQjJ7HNEPrwxrBzGg23UQ

Marzenna Furmaniuk-Donajski/Donajska

Czy parytet dyskredytuje kobiety? – każecie wybierać kandydata w oparciu o płeć

„Pokazujecie kobietom, że coś im się należy tylko za to, że są kobietami”

A czy nie jest dyskredytowaniem mężczyzn dawanie im od wieków forów, tylko z powodu płci? – niezależnie od kompetencji czy predyspozycji? Pokazywanie im, że władza, budżet, siły militarne, służby specjalne, etc. – należą im się za to wyłącznie, że są mężczyznami?

My jedynie mówimy, teraz Czas na Kobiety ✍✍✍ 🙂

Co się poprawi, jeśli więcej kobiet wejdzie do polityki?

Badania wskazują, że reprezentacja ma ogromne znaczenie: młode dziewczęta są bardziej ambitne w rozwijaniu swoich karier, jeśli mają kobiece przywódczynie polityczne. Ustalono również, że tematy uważane przez kobiety za ważniejsze, częściej są wdrażane przez kobiety-liderki, niż przez liderów płci męskiej. Są tego pozytywne, długoterminowe konsekwencje (raport UNWomen):

  • mniej nierówności
  • więcej uwagi dla opieki i edukacji

co prowadzi do:

  • większej liczby miejsc pracy
  • bardziej sprawiedliwego podziału dóbr
  • zmniejszenia śmiertelności wśród dzieci

Kobiety w polityce mają również pozytywny wpływ na:

  • przymysł krajowy
  • stosunki z krajami sąsiednimi
  • obronę
  • kwestie klimatyczne
  • naukę i rolnictwo

Krótko mówiąc: więcej kobiet w polityce jest korzystne dla społeczeństwa jako całości.

Ale najbardziej istotne jest oczywiście to, że polityka powinna być reprezentacją ludzi. A kiedy wybranych jest więcej kobiet, polityka staje się bardziej reprezentatywna, i przez to – bardziej demokratyczna.

(źródło: Stem op een Vrouw)

Czy mam głosować na byle jaką kobietę, na przykład z PiS?

Należy oczywiście wybrać własną kandydatkę. Taką, która najbardziej do nas przemawia. Z bliskiej naszemu sercu opcji politycznej. Każdy ma prawo głosować na kogo chce. Istnieje grupa kandydatek i wyborczyń, którym zależy na większej emancypacji kobiet i polityczek; oraz grupa której na tym mniej zależy. Grupa kobiet nie jest jednorodna jako taka. Są kobiety, które mają obecnie dużo władzy, ale nie znaczy to, że reprezentują całość elektoratu i całość grupy kobiet. ‘Grupa kobiet’ składa się z różnych grup składowych, o różnych potrzebach i dążeniach. Celem tej akcji nie jest wykluczanie kogokolwiek w zależności od poglądów. Celem jest dążenie do zwiększenia równowagi i zróżnicowania reprezentacji, np. w polityce. Jest wiele zacnych, wspaniałych kandydatek, reprezentujących różne opcje polityczne, różne programy i cele. Z dalszymi numerami na listach również. Tutaj można znaleźć wskazówki, jak głosować mądrze i preferencyjnie, aby więcej naszych kandydatek weszło do parlamentu —>

Zawsze głosuję na pierwszą kobietę na liście! Czy głosuję mądrze?

Trzeba przyznać, że w obecnych wyborach znalezienie jedynej słusznej odpowiedzi może sprawiać pewien dylemat. Na przykład w okręgu Warszawa I, wspaniałą kandydatką numer 1 jest Pani Marszałek Małgorzata Kidawa-Błońska. I w chwili obecnej 47% spośród nas, wyborców, życzyłoby jej rekordowej ilości głosów i stanowiska Premiera (sondaż Instytut Badań Pollster). Jest jednak wiele znakomitych kandydatek z dalszymi numerami – zarówno w tym, jak i w innych okręgach. Z zasady, głosowanie na najwyżej sklasyfikowaną kobietę nie zawsze skutkuje większą liczbą kobiet-reprezentantek w polityce. Kandydatka z wysoką pozycją na liście, reprezentuje swoje ugrupowanie na większych, politycznych imprezach. Sprawdzona zasada jest taka (sprawdzona z powodzeniem w Holandii) – jeśli chcemy większej liczby kobiet w parlamencie, to głosujmy na kandydatkę z niższym numerem na liście wyborczej. Często potrzebują one więcej głosów. Dobrze jest sprawdzić, ile miejsc może otrzymać nasza wybrana partia/blok partyjny i zagłosować na kobietę na granicy, lub poniżej tego progu. No i, oczywiście, wybrać kandydatkę, która najbardziej do nas przemawia.

(inspiracja: Stem op een Vrouw)

Czy program nie jest ważniejszy od liczenia na parytety? – Czy nie głosuje się na program a nie na płeć?

Program jest bardzo ważny. Szansę znalezienia odpowiadającego sobie programu i odpowiedniej dla siebie reprezentacji politycznej powinien mieć każdy wyborca i każda wyborczyni. Niezależnie od płci. Jeśli brak jest w kampanii wyborczej czołowych partii programów istotnych nawet dla większości elektoratu, w tym dużej części kobiet – to świadczy to o jakiejś nieprawidłowości (np. 54% społeczeństwa opowiada się za liberalizacją prawa aborcyjnego – wg. badań IPSOS dla OKO.press, lecz brak jest stanowisk partii w tej sprawie w aktualnej kampanii). Dlatego kwestia parytetu jest ważna – tj. większej równowagi, różnorodności w polityce, odpowiednio silnej i równej reprezentacji. Słyszy się: „Kobiety powinny liczyć same na siebie a nie na preferencyjne punkty”, „Kobiety za mało angażują się w życie polityczne”, „Nikt nie przeszkadza kobietom robić kariery”. Co decyduje jednak o tym, że np. tekę Ministra Obrony Narodowej, lub stanowiska prezesów spółek skarbu państwa otrzymują w Polsce mężczyzni? Ekspercka wiedza i predyspozycje czy jednak płeć? Czy kobiety nie nadają się na takie stanowisko? A czy każdy mężczyzna się nadaje? Jeżeli chcemy, aby reprezentacja w polityce była bardziej zrównoważona, potwierdzajmy to poprzez nasze głosy.

Czy głosowanie na kandydatki-kobiety to „dawanie forów” jednej z płci?

Właśnie tak. Można tak powiedzieć. Po długich wiekach, kiedy to fory mieli kandydaci-mężczyźni, najwyższy czas na demokratyczne i sprawiedliwe danie forów kandydatkom-kobietom. Demokracja wiele na tym zyska. Zyska na tym również jakość naszego życia. Ponieważ jak dotąd nie wykorzystujemy olbrzymiego potencjału myślowego części ludzkości. Ten potencjał po prostu marnuje się.

Zaledwie (aż?) 100 lat temu kobiety wywalczyły sobie prawa wyborcze. I dzięki swoim kwalifikacjom i wytrwałej pracy, pojedyncze kandydatki udowodniły, że potrafią być nawet bardzo dobrymi premierkami. Tymczasem obraz reprezentacji płci w rządzie, parlamencie, samorządach lub innych, wysokich stanowiskach pracy – nadal daleki jest od zrównoważenia. I równie daleka w polityce jest szansa skutecznego zadbania o prawa, potrzeby i interesy wszystkich grup społecznych.

Dlatego właśnie czas na, co najmniej równe, pozycjonowanie kandydatur kobiecych. I okazanie im co najmniej równego zaufania jak kandydatom-mężczyznom. Ponieważ, niezależnie od kwalifikacji, nadal „nawykowo”, od dziesięcio- i stuleci, przyznaje się odpowiedzialne stanowiska głównie mężczyznom.

(Marzenna Furmaniuk-Donajska / Donajski)